środa, 27 maja 2015

W mojej pracowni...

W ramach tęsknoty za słońcem, i czasem kiedy "mi się chciało", postanowiłam pokazać Wam moje miejsce pracy
Zdjęcia robiłam wczesną wiosną, kiedy to jeszcze w Bie- szczadach bywało słonko... bywało też ciepło... i ciągle
"mi się chciało" -  w głowie miałam milion pomysłów
i planów, a worki ze sznurkiem nie uleżały spokojnie
ani jednego dnia...
Wybaczcie mój sarkazm, ale na prawdę mam już serdecznie dość tej jesiennej aury! Początek lata za niecały miesiąc,
a pogoda typowo listopadowa, choć - tak stęskniona za słońcem - mam wrażenie, że nawet w listopadzie było ładniej niż jest obecnie... Może w pozostałych częściach Polski wygląda to inaczej, ale tutaj - jakby się te chmurzyska zblokowały i nie chcą się ulotnić! Ba, nawet przerzedzić się nie chcą(!), by choć odrobinę tego upragnionego słońca wpuścić... No, ale nic. Pozostaje mi liczyć na cud i wrzucić zdjęcia ze słonkiem w tle ;)

Pracownia. Marzy mi się oczywiście... i to jeszcze jaka! ;) Przyległe do domu pomieszczenie: duże, ale przytulne. Taka większa weranda, coś jak ogród zimowy
- z przeszklonym dachem, ogromnymi oknami, mnóstwem światła i słońca. Z wygodną kanapą, pełną kolorowych poduch i szydełkowych kocy. Z niekończącym się blatem roboczym, z uginającymi się półkami w regałach - od kilogramów książek, włóczek, sznurów, nitek, niteczek, papierów, etc.
Całości dopełniłby kącik do parzenia herbaty - by wszystko co najważniejsze mieć pod ręką ;)
i oczywiście nie mogłoby zabraknąć w takiej pracowni mojego śpiącego kocurroo
Tak, tak, pomarzyć każdy może ;)
Jedynym realistycznym elementem tych moich wypocin jest oczywiście Picasso, który jest częstym, żeby nie powiedzieć całodobowym - gościem w mojej prawdziwej pracowni.
A jak wygląda ta moja niewyimaginowana pracownia? Jesteście ciekawi?






















No to, moi drodzy, szału nie ma! ;) Ta moja - tak górnolotnie nazywana: "pracownia" - to w zasadzie tylko wydzielone miejsce do pracy; czyli jeszcze dosadniej - kawałek blatu i kilka półek w pokoju dziennym. Także wyszło na to, że tytuł posta jest nieco ironiczny ;) Tak czy siak, ja na to moje miejsce, lubię mówić "pracownia"
Długo marzyłam o najmniejszym choćby biurku, by móc mieć wszystko to, co potrzebne w zasięgu ręki. Długi czas siedziałam na sparciałej kanapie, obłożona niezbędnymi gadżetami, z laptopem na kolanach, kotem za plecami, albo w nogach, i z szydełkiem w ręku... Ale w końcu się udało i  już od jakiegoś czasu, wszystko jest tak, jak sobie zaplanowałam! :)

Mam spory blat, na którym zmieściła się i maszyna do szycia, i laptop, i jeszcze jest wystarczająco miejsca, by coś zdziałać czy odłożyć na bok ;)




Nad biurkiem znalazło się miejsce na kilka półek.
Wszystkie motki nie zdołały zająć zaszczytnego miejsca - te "bieżące" są pod ręką, leżakują na półkach, reszta schowana czeka cierpliwie na swoją kolej ;) Na zdjęciach widzicie też "grzędę" z kurakami - wówczas czekały w kolejce na swoje nóżki ;) Dziś siedzi już tylko jeden kurak (z nogami!). 





















Ponieważ lubię recyklingowe historie - zwykłe, metalowe puszki służą mi za przyborniki na pędzle, kredki, zakreślacze... i oczywiście szydełka! Szydła wyszły z worka i mają swoje nowe miejsce ;)
Oprócz standardowych półek, mam jeszcze - bardzo przeze mnie lubiane - wąskie półeczki z IKEI. Sprzedawane jako półki do ekspozycji zdjęć i obrazów, świetnie sprawdzają się w roli organizera
na atłasowe tasiemki (idealna szerokość rolki!). U mnie na takiej półce znalazły swoje miejsce także pieczątki, metki i wizytówki. Na górnej półce - zgodnie z pierwotnym przeznaczeniem - stoją dwie proste ramki ze szkicami mojej mamy. Trochę dekoracyjnych i sentymentalnych dodatków też potrzeba w tym miejscu ;)





















Idealnie nie jest, bo wciąż coś jeszcze bym zmieniła, coś dodała... ale tę przypadłość to chyba
należałoby już leczyć ;) I tak: ikeowska lampka daje dużo światła i jest bardzo wygodna, dzięki swojej giętkiej budowie - ale marzy mi się jakaś bardziej stylowa lampa w tym miejscu. Może jakaś samoróbka, może coś gotowego, industrialnego w formie... W planach jest także jakiś oryginalny organizer/ planner - uwielbiam wszystko notować, zaznaczać i mieć pod kontrolą - takie zboczenie, ale też pomoc, bo często-gęsto nie ogarniam bez kartki ;) Na razie pomocą służy różowy (!) notes.
Kiedy pojawi się na horyzoncie inspiracja albo rozwiązanie idealne, czyli forma praktyczna i pasująca wizualnie - będzie planner. Aaaa no i nogi biurka! Są paskudne! Ale na razie muszą mi wystarczyć. Ważne, że jest biurko! ;)

Podsumowując, idealnie nie jest, ale bardzo lubię to moje miejsce!




PS. Nie zawsze panuje w tym miejscu taki porządek... Ale najczęściej! ;) 
Stety-niestety takie zboczenie mam. Najlepiej potrafię się skupić i umiem pracować wtedy,
kiedy wokół panuje ład i porządek.

Mam nadzieję, że spodobała się Wam taka wirtualna wizytacja mojej pracowni.
Pozdrawiam Was ciepło w te chłodne dni!
Sobie i Wam - jeśli też macie wokół tak tragiczną aurę jak ja - życzę dużooooo słońca!

I zapraszam ponownie!



2 komentarze: